Kiedy czuję, że w mojej głowie zaczyna się natłok myśli i chaos, robię jedną prostą rzecz: otwieram zwykły, papierowy notes. Biorę pióro i pozwalam sobie płynąć.
Piszę zupełnie bez ram, bez filtrów, a przede wszystkim – bez celu. Robię to po to, aby moje myśli w końcu zobaczyły i poczyły, że są wolne.
Z perspektywy psychologicznej to nie jest zwykłe dawanie upustu emocjom. To moment odzyskiwania własnej autonomii.
Na co dzień wszyscy funkcjonujemy w gęstej sieci ról społecznych, oczekiwań i schematów. Zakładamy maski i wchodzimy w role, które często napisał dla nas ktoś inny. W ten sposób powoli, niemal niezauważalnie, przenosimy punkt ciężkości naszego życia na „zewnętrzny ekran”.
Pułapka zewnątrzsterowności
Zaczynamy uzależniać swój wewnętrzny spokój, poczucie bezpieczeństwa i radość od czynników, na które nie mamy absolutnie żadnego wpływu:
-
od aprobaty otoczenia,
-
od tego, czy ktoś nas pochwali,
-
od stabilności sytuacji wokół nas.
Ceną, jaką za to płacimy, jest permanentne napięcie. Psychologia nazywa to silną zzewnątrzsterownością. W praktyce oznacza to jedno: całe Twoje życie staje się wyłącznie reagowaniem.
Reagujesz na nastroje innych, na kryzysy, na zmiany pogody i rynkowych trendów. Jesteś jak liść na wietrze – ciągle w defensywie, ciągle zmęczony odbijaniem piłeczki.
Od reagowania do kreowania
Prawdziwa zmiana i świadome podejście do swojego życia zaczynają się wtedy, gdy przechodzisz z trybu reagowania do trybu kreowania. Kreowanie to domena wewnątrzsterowności.
Co ważne: nie chodzi tutaj o obsesyjne planowanie zdarzeń czy próbę kontrolowania zewnętrznych okoliczności.
Chodzi o planowanie swojego samopoczucia – o świadomą decyzję,
jak chcesz się w danym dniu czuć.
Kiedy zaczynasz kreować swoje działania z poziomu tego, co jest w Tobie, przestajesz pytać świat o pozwolenie na swój spokój. Zaczynasz wybierać to, co Twoje, i zadawać sobie trudne pytania:
-
Co tak naprawdę daje mi radość, kiedy gasną światła i nikt nie patrzy?
-
Jak mogę to osiągnąć sam dla siebie, bez oglądania się na zewnętrzne czynniki?
Oparcie w sobie to nie izolacja
Szukanie tej wewnętrznej bazy nie ma nic wspólnego z izolacją czy chłodnym indywidualizmem. Człowiek, który kreuje swoje życie w oparciu o siebie, wciąż spotyka się z innymi, buduje głębokie relacje i potrafi z pełną pokorą poprosić o wsparcie, kiedy tego potrzebuje.
Różnica polega na tym, że on tego wsparcia chce, a nie rozpaczliwie potrzebuje do przeżycia. Drugi człowiek staje się wtedy partnerem do spotkania, a nie plastrem na wewnętrzne braki.
Wiedza o tych mechanizmach jest cenna, ale ma sens tylko wtedy, gdy zaczynamy ją wcielać w życie. Każda nasza decyzja i każdy moment zatrzymania nad czystą kartką to krok w stronę wewnętrznej integracji.
To jest właśnie moje najważniejsze „dlaczego” w pracy z ludźmi: pokazywać, że spokój umysłu to nie jest stan, który dostaje się w prezencie od losu. To jest fundament, który można – i trzeba – krok po kroku w sobie wytrenować, by z ofiary okoliczności stać się twórcą własnej codzienności.
Zanim więc zamkniesz tę stronę i wrócisz do swoich codziennych zadań, zatrzymaj się na jedną sekundę i odpowiedz sobie szczerze:
Czy Twoje dni są Twoim autorskim projektem, czy tylko zbiorem reakcji na to, co przyniósł Ci świat?
Pozdrawiam Paulina

