„Jest w mym wnętrzu cichy, ciemny dwór,
Gdzie nie dochodzi żaden świata gwar,
Tam idę, kiedy wokół rośnie chmura i chłód,
By odnaleźć swój własny, zapomniany czar.”
— Jarosław Iwaszkiewicz
Zastanawiałaś się kiedyś, jak łatwo dajemy się złapać w pułapkę dzielenia swojego życia na precyzyjnie poukładane szufladki?
W pierwszej ląduje praca, sprawność i wieczne „ogarnianie”. W drugiej – dom, obowiązki, zakupy i płacenie rachunków w terminie. W trzeciej – relacje. A w tej ostatniej, gdzieś na samym dole komody, upychamy to, co nazywamy „rozwojem duchowym” albo „pracą ze swoją wrażliwością”. Czekamy na wolny weekend, wyjazd na warsztaty albo ten święty moment, kiedy w domu zapadnie całkowita cisza, żeby wreszcie „zająć się sobą”.
A co, gdyby ta ostatnia szufladka wcale nie była potrzebna? Co, jeśli cała nasza prozaiczna, czasami absurdalna i wymagająca codzienność to nie przeszkoda na drodze do duchowej spójności, ale… najlepszy i jedyny prawdziwy trening, jaki dostajemy?
Szkoła przetrwania i zepsuty pancerz dorosłości
Na jednym z moich niedawnych warsztatów psychologicznych ze Scenariusza Naszego Życia przyglądałyśmy się opowieściom, które nosimy w sobie od lat. W pewnym momencie weszłyśmy na temat nastoletniości – czasów, gdy nasza wrażliwość była jeszcze nieosłonięta grubym pancerzem dorosłego pragmatyzmu.
Jedna z uczestniczek zawiesiła głos i ze smutkiem w oczach powiedziała jedno zdanie, które długo wibrowało w powietrzu:
„Wiesz, kiedy byłam nastolatką, pisałam wiersze… Ale teraz jestem dorosła.
Po prostu to w sobie straciłam.”
Prawdopodobnie większość z nas podświadomie pokiwałaby głową. Bo przecież jak wygląda „dojrzałość”? Uczono nas, że dorosły człowiek twardo staje na ziemi, zarządza kryzysami i nie buja w obłokach. Wystarczył jeden ironiczny komentarz w szkole, wyśmianie naszej delikatności albo surowa ocena z wypracowania, żebyśmy zaryglowały drzwi do własnej ekspresji. Wmawiałyśmy sobie, że wiersze, pamiętniki i rysowanie po marginesach to „bzdury dla dzieciaków”.
I tak, krok po kroku, w ramach „stawania się odpowiedzialnym człowiekiem”, odcięłyśmy się od własnego czucia. Stworzyłyśmy iluzję, że praca i obowiązki to „prawdziwe życie”, a nasza twórcza, czująca dusza musi czekać w przedpokoju.
Co na to neurobiologia?
Z perspektywy psychologii holistycznej to odcięcie jest po prostu formą autoagresji – porzuceniem kawałka własnej tożsamości. Najbardziej fascynujące jest dla mnie to, że obecnie nauka zaczyna doganiać w tej kwestii to, co mądrość duchowa wiedziała od dawna.
Gdy neurobiolodzy zbadali reakcje ludzkiego mózgu na odbiór poezji i własną twórczość ekspresyjną, odkryli coś niesamowitego. O ile czytanie prozy angażuje głównie logiczne, analityczne ośrodki językowe (po prostu przetwarzamy informacje), o tyle poezja aktywuje w mózgu dokładnie te same rejony, co słuchanie głęboko poruszającej muzyki.
Wywołuje fizyczne dreszcze na skórze, natychmiastowo obniża poziom napięcia w ciele i aktywuje sieć Default Mode Network (DMN). To dokładnie te struktury w mózgu, które odpowiadają za głęboką introspekcję, pamięć emocjonalną, poczucie spójności tożsamości oraz… kontakt ze samym sobą.
Poezja – czy ta pisana niezdarnie w notesie, czy ta czytana na podczas jazdy autobusem – nie służy do tego, żeby ją „rozumieć” jak równanie matematyczne.
Ona służy do tego, by działać jak pas transmisyjny. By w jednym ułamku sekundy spiąć naszą rozproszoną codzienność z tym „cichym dworem” wewnątrz nas.
Twórcza ekspresja jako spoiwo codzienności
I tu dochodzimy do sedna, o którym tak łatwo zapominamy: twórczość nie jest luksusem dla wybranych ani odskocznią od „ciężkiego życia”.
Twórczość to narzędzie do scalania naszego świata.
Gdy zaczynamy traktować trudności, zmęczenie, a nawet zmywanie naczyń czy stanie w korku nie jako karę od losu, ale jako materiał do wewnętrznego treningu, zmienia się absolutnie wszystko.Nie musisz tworzyć wielkiej literatury ani pisać zmyślnych wierszy na pokaz. Chodzi o Twój własny, cichy proces.
O to, by po trudnym dniu – zamiast uciekać w bezmyślne przewijanie ekranu telefonu – wziąć kartkę i w trzech niezdarnych, koślawych zdaniach nazwać to, co naprawdę czujesz w środku.
- Dzisiaj moje zmęczenie pachnie spaloną słoncem ziemią.
- Dzisiaj złość ma kształt ciasno zaciśniętej pięści.
- Dzisiaj w tym w korku na autostradzie nagle dostrzegłam promień słońca który wpadł i połaskotał moja dłoń swoim ciepłem.
To właśnie jest własna ekspresja. To jest chwila, w której przestajesz być tylko „wykonawcą zadań”, a stajesz się świadomym obserwatorem i autorem własnego doświadczenia. Pozwalasz duchowości wlać się w prozę dnia, zamiast trzymać ją w sztucznie wydzielonej szufladzie.
Nic w sobie nie straciłaś
Jeśli nosisz w sobie przekonanie, że dorosłość odebrała Ci Twoją wrażliwość i umiejętność zachwytu – chcę Ci z pełnym przekonaniem powiedzieć: Niczego w sobie nie straciłaś.
Ta iskra wciąż tam jest. Żarzy się pod warstwą zmęczenia, pod niekończącą się listą spraw do załatwienia i pod krytycznym głosem, który szepcze, że „to bzdury” albo że „nie masz talentu”.
Ale talent nie ma tu nic do rzeczy. Tu chodzi o prostą odwagę do czucia samego siebie. O pozwolenie sobie na to, by przestać poszatkować własne życie na „ważne obowiązki” i „zbędne zachwyty”.
Codzienność naprawdę nie musi być suchym rejestrem zadań do odhaczenia. Może stać się przestrzenią, w której Twoja duchowość i wrażliwość nie spotykają się od święta, ale przeplatają się z prozą życia każdego jednego dnia.
Zrób dziś jeden mały krok. Nie jutro, nie „gdy znajdziesz czas”.
- Przeczytaj jeden wiersz jakikolwiek, lub jego mały fragment
- Zrób wdech i sprawdzaj nie to, co z niego rozumiesz, ale co ten tekst robi
z Twoim ciałem. - A potem weź ulubiony długopis i napisz na marginesie chociaż dwa własne słowa.
Daj sobie przyzwolenie na to, by przestać dzielić własne życie na fragmenty. Wejdź do swojego „cichego dworu” nie po to, by z niego nie wychodzić, ale po to, by wynieść z niego światło i wnieść je prosto w sam środek swojego zwyczajnego, niezwykłego dnia.
Paulina
Ps. Dziękuję Wszystkim Uczestniczkom moich warsztatów „Nowy Scenariusz Twojego Życia”. To z naszych wspólnych rozmów, Waszej odwagi i pięknej wrażliwości zrodziła się we mnie potrzeba napisania tego tekstu.


1 Comment
Ewa
31 lipca, 2026Paulino, chciałam Ci bardzo podziękować za ten tekst\. Czytałam go powoli i miałam wrażenie, że niektóre słowa zatrzymują mnie na dłużej\. Szczególnie zdanie: „Nic w sobie nie straciłaś”\. Zostało ze mną\.
Pomyślałam o tym, ile razy w dorosłym życiu odkładamy na później to, co jest w nas delikatne, twórcze i prawdziwe, mówiąc sobie, że najpierw trzeba ogarnąć życie, obowiązki i wszystko, co „ważne”\. A przecież może właśnie w tej codzienności najbardziej potrzebujemy wracać do siebie\.
Bardzo poruszyło mnie też Twoje spojrzenie na wrażliwość — nie jako na coś, co przeszkadza w dorosłym życiu, ale jako na część nas, o którą warto się troszczyć\. I chyba właśnie tego potrzebowałam sobie ostatnio przypomnieć\.
Dziękuję Ci nie tylko za ten tekst, ale też za to, że podczas warsztatów tworzysz przestrzeń, w której można na chwilę odłożyć wszystkie role i po prostu spotkać się ze sobą\. To jest naprawdę cenne\. ❤️
Zabieram ze sobą ten „cichy dwór” i myśl, że może wcale nie trzeba szukać wielkich zmian\. Czasem wystarczy zatrzymać się, poczuć i pozwolić sobie znowu zobaczyć to, co gdzieś po drodze przestałyśmy zauważać\.
Dziękuję Ci, Paulinko\. 🌿